




Ja uważam, że prawdziwa sztuka powinna być takim udawanym życiem, powodować wzruszenia w sposób sztuczny. Sztuka jest najpiękniejszym oszustwem na świecie. Bo nie wiadomo, co jest grane i naraz wyciska u człowieka łzy lub uśmiech. To nie jest powiedziane, że to musi być dramat, może to być wspaniały kabaret, który rozbawia dorosłych. Co śmieszniejsze, ty masz pełną świadomość, że jest to nieprawdziwe. Tak jak kiedyś poszedłeś na horror i kiedy bardzo się bałeś, to mówiłeś sobie, że to jest nieprawda. Tak samo jest z każdą sztuką. Możesz powiedzieć sobie to jest umowa, że jeden wariat siedzi na scenie, a reszta wariatów siedzi na widowni. A wariat wierzy, że to, co mówi, jest prawdą, a oni wierzą, że to też jest prawda. I mają świadomość, że to wszystko dzieje się tylko w tamtym, konkretnym miejscu.
Bardzo mi imponuje, że powstają tego rodzaju utwory, ale nie powinny one lubić koniunktury. Mądra piosenka, a ja wierzę w taką piosenkę, powodowana jest zdarzeniami autentycznymi, ważnymi. Rzecz jasna, zdarzyło się w ciągu ostatniego roku w Polsce bardzo dużo i widać tak wielu to ubodło, że mnóstwo ludzi zaczęło tworzyć. Lecz niestety znalazło się wśród nich wiele osób niepowołanych i w tego rodzaju twórczości treść bierze górę nad formą. Naraz to, co się w ludziach tłamsiło, znalazło ujście. Wolno powiedzieć więcej, wszyscy teraz gadają, gadają, głównie po to, żeby się wypowiedzieć. Ale to dopiero początek sztuki, trzeba to wszystko ubrać w słowa. Trzeba brać pełną odpowiedzialność za słowa, ja nie mówię o ich treści, ale o pewnym kolorycie, o ich znaczeniu takim, jakie ma np. barwa dla malarza. Słowa, które same posiadają pewną wagę, pewne znaczenie treściowe, posiadają również pewną nadbudowę. Pewną miękkość, pewną zdolność kojarzenia z innymi słowami. Są to wartości, które mają moc ponadznaczeniową i trzeba mieć świadomość, że słowa zestawione ze sobą odpowiednio budują jeszcze kolejne wartości natury estetycznej. I dobra robota zaczyna się dopiero w momencie, gdy oprócz tego, że masz coś do przekazania poza wiadomością potrafisz jeszcze to tak ubrać, dać temu takie walory artystyczne, że jest to już na krawędzi sztuki. Natomiast wielu kiepskich artystów nagle uznało, że znaleźli tematy do pisania. Sam temat nie jest jednak sztuką. Jeszcze trzeba go wyartykułować. Ale wyartykułować językiem sztuki, to nie znaczy powiedzieć, bo powiedzieć potrafi każdy. Nagle mnóstwo ludzi poczuło w sobie powołanie boże do tworzenia, a równocześnie gdzieś zza węgła wybuchnęła grupa artystów, którzy nigdy nie byli dobrymi artystami, i teraz im kto dobitniej, kto dosadniej mówi o pewnych sprawach, tym większym jest artystą. Nie tędy droga.
- Czy zarzuciłeś granie bluesa?
- Jak widzisz, nie, bo akurat mnie naszedłeś na tym, że słucham i ćwiczę pewne sprawy bluesowe. Nie zarzuciłem grania bluesa, lecz robię to rzadko tzn. rzadko robię to publicznie.
- Wymień mi kilku swoich faworytów z muzyki bluesowej.
- Jak przyszedłeś i od razu zauważyłeś, słuchałem Big Billa Bronzy’ego – największego romantyka wśród bluesmenów. Ogromnie podoba mi się Snook Eaglin, który ma przepiękny głos, a poza tym jest znakomitym gitarzystą, cenię wysoko J.B. Lenoira, a także króla bluesa więziennego Leadbellego. Mam dużo uznania dla duetu Sonny and Brownie Mc Gee, a także dla Taj Machala.
- Co sądzisz na temat mecenatu, opieki nad młodymi twórcami, artystami?
- Odpowiedź jest trudna, bowiem wydaje mi się, że nie przedstawiono nam żadnych propozycji. Wiadomo, że istnieje jakiś tam mecenat, że jest ministerstwo kultury i sztuki, że stworzono system weryfikowania artystów, lecz artyści działają samopas. Jedyny mecenat to instytucja, która zajmuje się nie tylko opieką nad artystą, zapewnia mu możliwości samokształcenia, pracy i działalności twórczej. Natomiast u nas są instytucje, które zajmują się zbytem gotowej działalności artystycznej. Uważam, że ten mecenat jest zbyt, przepraszam za określenie, handlarski. Nikt tobie nie pomoże, gdy chcesz coś robić, pisać, tworzyć. Natomiast pomoc zaczyna się dopiero w momencie, kiedy masz gotowy produkt do zbycia. Często bywa tak, że pomoc ta pojawia się dopiero po porodzie, a nie przed. W ten sposób działają różne instytucje począwszy od estrad, ZPR-ów, aż po Pagart.
Nie wiem dokładnie, jak powinien wyglądać mecenat, wiem natomiast na pewno, że powinien wspomagać twórców. Istnieje podobno, bo mnie nie udało się do tego trafić, cała sieć pomocy natury finansowej. Wiem, że przyznaje się stypendia, zaliczki, ale nikt do ciebie z takimi propozycjami się nie zwróci, nikt nie zapyta, w jakiej jesteś sytuacji. Jeśli artysta chce wykorzystać możliwości, jakie mu są prawnie zapewnione, to musi to wszystko sobie wychodzić. Wiąże się to z koniecznością pisania mnóstwa podań, wyczekiwania przed gabinetami, pokojami, spacerów z piętra na piętro, w czasie których nerwy twoje zostają zjedzone. Jestem zdania, że największą pomocą, największym mecenatem ze strony państwa jest zapewnienie mieszkania. Mówię to w imieniu ogromnej grupy artystów. Sam czekam już 14 lat, być może otrzymam go w roku 1983.
Mecenat zapomina o jednym, że w przypadku twórcy sytuacja jest dość specyficzna. Dla ludzi, którzy wykonują zawód poza domem, jest on miejscem, gdzie pali się ognisko domowe, gdzie się odpoczywa, trzyma swoje meble, telewizor itp. Dom jest miejscem, gdzie się wraca po pracy, wychodzi się rano, odpracowuje gdzieś w jakimś zakładzie i wraca. Tymczasem dla artysty dom jest miejscem pracy. Nie ma tak, że wychodzisz rano do jakiegoś zakładu pracy artystycznej, wykonujesz swoją robotę i wracasz.