Przedstawiamy najpopularniejszych - Coś Jana Wołka

Jan Wołek prezentowany w radio jest raczej rzadko, płyty ze swoimi piosenkami również nie nagrał. Jego podobizny nie można kupić w kiosku „Ruchu” lub wygrać w konkursie radiowym. Jest prawie w ogóle nieznany szerszej publiczności. Piosenki jego jednak trafiają w sposób autentyczny i prawdziwy w gust odbiorców tzw. „kultury studenckiej” – terminu, który on sam poddaje w wątpliwość.

- Kultura studencka? Dla mnie jest to pojęcie sztuczne. Gdyby nie było studentów i tak byliby młodzi ludzie, którzy by robili podobnie. Są to granice iluzoryczne, tak jak zresztą pojęcie - coś wartościowego i bezwartościowego.

- Jesteś dwukrotnym laureatem Festiwalu w Krakowie, ostatnio spotkań Zamkowych w Olsztynie i jeszcze innych imprez typu konkursowego, w związku z tym mam pytanie - Czy lubisz wygrywać i być tym najlepszym?

- Kto nie lubi wygrywać, jeżeli ma namacalny efekt, kiedy ma akceptację tego co robi. Wygrałem, no cóż, widać w tym co robię, jest COŚ. Nie były to nagrody li tylko fundowane przez jurorów, ale również publiczność. Odbiorca jest zawsze pewną wyrocznią dla wykonawcy i jeżeli on mnie akceptuje to... nie muszę ci przecież mówić.

- Czy w piosenkach, które tworzysz i wykonujesz, to jesteś właśnie „TY”? Czy jest to jakiś szczególny rodzaj Twojej samorealizacji?

- Oczywiście, że tak, nie sposób od tego uciec. Słowo zwiększa możliwość przebicia i w połączeniu z muzyką i interpretacją powoduje i jest jednak moim celem to, iż dochodzi do ludzi. Nie nadrzędnym, bo robiłoby to ze mnie moralistę. Nie zamierzam uczyć czegoś, czy nakazywać. Jest to sprawa poza mną. Wiem natomiast, że coś przekazuję i jest to integralnie związane z tym, co robię, nie uważam się za niedzielnego tekściarza, uważam, że moje piosenki są bardziej poważne od tych, którymi nas częstują „media”. Moje piosenki są zupełnie inne. Są to ludzie, którzy robią podobnie i podobnie myślą. Odzwierciedleniem tego jest właśnie piosenka studencka czy amatorska. Profesjonaliści zaś wykonują swoją i mają interes w tym, by śpiewać jak najwięcej i najładniej, zarabiają na siebie i dlatego gonią za przebojem i najczęściej są nosicielami piosenki bezwartościowej, niewiele dającej ludziom. W każdym razie jest to dzieło sztuki, pozbawione jest wartości głębszych. Piosenka może być dziełem sztuki jako zlepek poezji i muzyki, tymczasem powstają bzdety. Piosenka jest dodatkiem do życia, co towarzyszy nam, ulotną metafizyką, a może być również czymś poważniejszym. Ludzie tego pokroju co ja, np. piosenkarze studenccy, nie są zdeterminowani tym, czym zawodowcy, mają czas na myślenie i efekt twórczości może odbiorcy dać coś więcej poza zwykłą przyjemnością. Stanowi w każdym razie pretekst do głębszego przeżycia i pobudzenia do przemyśleń.

- Zastanawiam się właśnie czy Ty mi odpowiedziałeś na moje pytanie. Dodam już stereotypowo - czym jest dla Ciebie piosenka?

- Czym? Czymś w rodzaju pisania pamiętnika. Piszę o sobie, o rzeczach bliskich. Jeżeli w moim życiu zaszło zdarzenie godne odnotowania to chcę je opisać, nie w formie szerokiej, ale w krótkiej piosence. Kiedy moja piosenka zaczyna funkcjonować autonomicznie to sądzę, że robi wrażenie, jakbym opowiadał o czymś. Moje działania nie są czymś w rodzaju ekshibicjonizmu, odkrywania się. Ja operuję słowem. To, co robię, to jest dawanie „czegoś” od siebie. Każdy poeta jest ekshibicjonistą, poezja w ogóle jest bardzo osobista, a tomiki poezji jednak się wydaje.

- Jeżeli już mowa o poezji, to których poetów czytasz najchętniej?

- Podobają mi się wiersze i je właśnie czytam, a nie poetów. Nie ulegam magii nazwisk. A o poetach, których cenię szczególnie, nie chcę mówić. Mój przyjaciel, Krzysiek Sieniawski, pisze bardzo tradycyjnie, a jednocześnie bardzo pięknie i przemawia do mnie, jego lubię.

- Dowiedziałem się, że interesuje Cię Victor Jara. Tak się dobrze składa, że czytelnicy „Smaru” zapoznali się już z jego sylwetką. Jakie jest Twoje zdanie na Jego temat?

- Victor Jara imponuje mi, był patriotą, potrafił dać maximum humanizmu. Człowiek był dla niego wszystkim, podchodził do niego w sposób naturalny, a potem dopiero poprzez swoją sztukę. Nie można być wielkim artystą, a nie być wspaniałym człowiekiem, bo można zostać bałwanem, który coś ładnie robi. Otrzymałem propozycję wzięcia udziału w festiwalu Pieśni Politycznej. Jeżeli dojdzie to do skutku to chcę zaprezentować pieśń o nim. Muzykę już napisałem, nie chciałbym jednak napisać gongoryzmu, czegoś patetycznego, lecz coś bardzo bezpośredniego i osobistego. Joan Baez, Ginsberg i inni zrobili wielki koncert poświęcony pamięci Victora. Jary dla tysięcy ludzi. Ja również chciałbym wyrazić swój szacunek dla niego.

- Czym aktualnie się zajmujesz?

- Działam trochę bezplanowo, nie mam lotnych zamierzeń. Bardziej egzaltuję się tworzeniem. Ostatnio występuję w kabarecie J. Pietrzaka „Pod Egidą”. Mam także w planie wydanie tomiku poezji dla Wydawnictwa Literackiego.

- Jasiu, w rozmowie ze mną używałeś wielokrotnie słowa „COŚ” w odniesieniu do tego co robisz. Już w chwili mogę Ci powiedzieć, jak nazwę ten wywiad z Tobą - „COŚ” – Jana Wołka. Co ty na to?

- ...coś w tym jest.

Rozmawiał: Jan Duda. Wywiad został zamieszczony w czasopiśmie SMAR (Studencki Magazyn Reporterski) z 1977 roku.

Projekt graficzny i kodowanie - © J & J 2007 - 2017   /   Zdjęcie Jana Wołka - © Mariusz Szacho