Po

PO

Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987

Sanatorium, karawaniarski koń, dziura w całym, list do Oli, Franciszkowie z Asyżu... Tytuły wołkowych piosenek? Oczywiście też, ale to także określenia, które znajdziecie w „Po”. Skąd się wzięły, z czym są związane? Przeczytajcie książkę, bo pochłania się ją jednym tchem. Powieść pełna jest charakterystycznego wołkowego humoru najwyższej jakości, ale przede wszystkim głęboko mądrych refleksji Autora – doświadczonego przez życie świetnego obserwatora rzeczywistości.

"[...] Liczy się tylko to, co „po”. To co będzie, ta cała przyszłość to znak zapytania, niepewne grzęzawisko planów. Wiemy o niej bardzo niewiele. Możemy się jej tylko domyślać. To co teraz jest nieuchwytne, nie do opanowania, nie do zatrzymania. To co teraz też jest „po”. Liczy się tylko „po”. Ono jest jedynie i prawdziwie pewne. Policzalne i opanowane. Lub do opanowania. Jeśli się pośpieszymy. Wiemy o tym dużo. Tylko o tym. Póki nie zapomnimy, ale to zależy w znacznym stopniu od nas samych. Więc jeśli się pośpieszymy? Ale cały czas jest „po”. Zawsze jest „po”. Do Chrystusa było „przed”. Jednak oni o tym nie wiedzieli. Dowiedzieliśmy się dopiero „po”. Oni już nigdy. Do Chrystusa też było „po”. Zawsze. Teraz jest po obiedzie. To jedno z moich ostatnich „po”. Na obiad była zupa ryżowa z ryżem. Potem był ptak i ziemniaki z burakami. I jeszcze był kompot. Przypadł na mnie jeden agrest. Był tak samotny, że go zjadłem. Z  ptaka dostałem nogę. Nie była mu potrzebna. I tak nie mógł się na niej utrzymać. Ale z buraków dostałem wszystko..."

Projekt graficzny i kodowanie - © J & J 2007 - 2017   /   Zdjęcie Jana Wołka - © Mariusz Szacho