Pani Magdo, pani pierwszej to powiem

Magda Jethon, PANI MAGDO, PANI PIERWSZEJ TO POWIEM ...

Wydawnictwo Do, Warszawa 2002

Doskonała książka autorstwa Magdy Jethon, dziennikarki radiowej Trójki, stanowi w istocie zapis rozmów przeprowadzonych na antenie ze 127 powszechnie znanymi i lubianymi osobami, które po raz pierwszy autorce opowiedziały o zabawnych wydarzeniach ze swojego życia. Oczywiście wśród grona zwierzających się znakomitości znalazł się również Jan Wołek. Spośród pięciu zamieszczonych w książce i przezabawnych anegdot Mistrza wybraliśmy opowieść o Jego przygodzie z austriacką służbą celną...

"Były późne lata 70. Splot zdarzeń sprawił, że byłem wówczas wiodącym bardem w ruchu studenckim. Wydawało mi się, że trzymam świat za klapy. Kalambur, znakomity teatr wrocławski pod przywództwem Bogusia Litwińca, zaproponował mi wyjazd do Palermo na Sycylię – co było wielkim wydarzeniem, jako że w tamtych czasach otrzymanie paszportu graniczyło z cudem.

Pojechaliśmy ze sztuką Urszuli Kozioł Biała skrzynia, czyli w wolnym tłumaczeniu Waise Pudlo. Grałem zdaje się rolę tytułową (to znaczy może nie Waise Pudlo, ale jego wnętrze, zawartość). Polegało to na tym, że po 45 minutach siedzenia w skrzynce wychodziłem z niej i mówiłem jakieś bardzo znaczące zdanie typu „Powóz zajechał”. Oprócz tego dawałem recitale. Występowałem jako Jean Wolek.

Po kilku koncertach wracaliśmy w poczuciu wielkiego artystycznego triumfu. Niestety, na granicy ustrojów – czyli tam, gdzie po jednej stronie drutu kolczastego byli komuniści, a po drugiej kapitaliści – wysadzono nas z autobusu i obercelnik austriacki ustawił nas rzędem. Trzymał plik dokumentów, wywoływał jednego po drugim. Długo patrzył zimnym wzrokiem w oczy, konfrontując fizis z wizerunkiem w paszporcie. No i w pewnym momencie rozjaśnia się i mówi: „Wolek”.

Pomyślałem: „Rany boskie, to jest dopiero sukces! Skoro poznaje mnie obercelnik austriacki, to triumf jest większy niż sądziłem”. Podchodzę uśmiechnięty od ucha do ucha i mówię: „To ja”. Na co on się rozpromienia jeszcze bardziej. Staliśmy tak chwilę naprzeciwko siebie rozpromienieni jak te dwa słońca i w pewnym momencie on mnie przyjacielsko, totumfacko walnął w plecy i powiedział: „Ja, ja... Wolek i Lolek"

Projekt graficzny i kodowanie - © J & J 2007 - 2017   /   Zdjęcie Jana Wołka - © Mariusz Szacho