Nieważne co, ważne jak

Rozmowę z Janem Wołkiem, malarzem, filozofem, poetą, piosenkarzem, kompozytorem z okazji wystawy jego prac w Toronto przeprowadziła Małgorzata Jedlewska.

Naszym dzisiejszym rozmówcą jest ktoś, kogo trudno precyzyjnie określić. Można by powiedzieć, że jest to „człowiek orkiestra”. Pan Jan Wołek jest bowiem malarzem, piosenkarzem, gitarzystą, kompozytorem, poetą, filozofem... a kim najbardziej?

To dosyć kłopotliwe pytanie. W istocie zaczęło się to wszystko od muzyki. Jak każdy z nas padłem ofiarą, takiego dość nachalnego robienia z dzieci geniuszy, więc zostałem wmontowany w jakieś tam kółko mandolinistów i to była właściwie moja wstępna edukacja muzyczna, z której szybko udało mi się wyzwolić. Wróciłem do tego już jako nastolatek na fali zainteresowania muzyką, która każdy z nas przeżywa w tym wieku. Później były studia filozoficzne, niemniej pozostały mi ciągłe kontakty ze studenckim ruchem artystycznym, który jak sobie przypominasz w owym czasie stanowił bardzo silną i bodaj jedyną kontrpropozycję, czyli kontrkulturę w relacji do kultury zastanej, tej kultury serwowanej przez środki masowego – że tutaj użyję takiego słowa – przykazu. No i w tym ruchu studenckim zacząłem się udzielać. Początkowo zajmowałem się uprawianiem takiej muzyki, która najogólniej nazywa się nurtem muzyki country. W pewnym momencie zaczęła dominować chęć powiedzenia czegoś więcej o świecie, który mnie otaczał własnymi słowami, a z czasem, kiedy okowy muzyczne nie pozwalały na zbyt szczegółowe i głębsze wypowiedzenie się, zacząłem komponować swoje rzeczy. I tak się zaczęło. A później zaczęły się pierwsze festiwale i konkursy. Wygrałem ich dosyć dużo, bo z tego co pamiętam, takich lokalnych jarmarków piosenki wygrałem około 11 czy 12. Natomiast w Krakowie, który był festiwalem ogólnopolskim, wygrałem 3 razy no i jak dotąd w historii tego festiwalu to samo udało się tylko powtórzyć Jackowi Kaczmarskiemu. No siłą rzeczy jak gdyby stałem się jednym z luminarzy gatunku podówczas uprawianego – poezji śpiewanej i komponowałem jednocześnie piosenki dla wielu artystów, i dzisiaj od czasu do czasu piszę.

Maryla Rodowicz śpiewała dosyć dużo Twoich piosenek.

Tak Maryla śpiewała takie moje piosenki jak: „Franek”, „Szparka sekretarka”, różne piosenki dla dzieci. Ostatnio w Polsce śpiewa taką piosenkę „Człowiek, człowiek”. Moje piosenki śpiewa także Edyta Geppert, Grażyna Łobaszewska i bardzo wielu innych artystów. Wygrywałem nie tylko festiwale piosenki polskiej, takie jak Opole, ale też festiwale międzynarodowe Sopot, Bratysławskie Liry, berlińskie „Szlagier Festival” i takie różne historie, w których zazwyczaj polscy artyści biorą udział. I tak wyglądają moje kontakty z muzyką.

Czy znaczy to, że muzyka już cię teraz nie pasjonuje?

Staram się nie nadużywać słowa nigdy, nie itd., bo co prawda jest we mnie wielka mnogość zainteresowań – ale to wcale nie świadczy o tym, że jestem jakoś tam szczególnie uzdolniony tylko raczej równie dobrze może świadczyć o tym, że jestem dosyć niecierpliwy, poszukujący, co tak samo może być cechą dodatnią i pejoratywną. Ja żyję w świadomości tego, że doskonałości nie ma, to jest jak z tą chińską filozofią, że ja jestem ciągle w drodze i ciągle gonię za jakimś ideałem, natomiast nie wierzę w jego istnienie.

No dobrze, ale jak znajdujesz na to czas? W tej chwili jesteś malarzem i to wziętym malarzem?

Tak, jak mam na to czas ponieważ z tym moim uprawianiem sztuki jest tak trochę jak , to pamiętam z lekcji historii, z tzw. trójpolówką. Jestem w ogóle wyznawcą zasady, że najlepszy artysta, to jest taki artysta, który niekoniecznie uprawia wszystkie sztuki, ale w każdym razie jest podatny na inne sztuki, rozumie je, jest dla nich tolerancyjny. Nie uprawia takiego nazwijmy to estetycznego nihilizmu. Ja nie cierpię ludzi, którzy, to dotyczy śpiewaków operowych często, filharmoników itd. uważają, że poza ich sztuką nic nie istnieje. Z moją pracą jest tak, że ja staram się nie być zniewolony pewnymi umowami, pewnymi obietnicami. Lubię mieć poczucie wolności. Mówię poczucie wolności, bo coraz częściej jest tak, że jednak w momencie kiedy to staje się biznesem muszę brać pod uwagę nie tylko swój interes, ale interes ludzi wprzęgniętych w ten cały interes, więc podlegam prawom biznesu. Niemniej staram się nie pracować wtedy, kiedy praca nie przynosi mi przyjemności. Pracować lubię bardzo i pracuję ogromnie dużo, natomiast wtedy, kiedy jestem zniecierpliwiony, kiedy coś mi nie idzie to staram się stosować zasadę trójpolówki. Kiedy już jestem wymęczony pisaniem tekstów, zawsze mam gdzie uciec, mogę uciec do malarstwa. Kiedy przestaję widzieć na oczy, odpoczywam od malarstwa, biorę się za pisanie książki, bo tym się również zajmuję.

Czyli rozumiem, że te wszystkie rodzaje sztuki uprawiane przez Ciebie jak gdyby się nawzajem dopełniają.

- następna strona -
Projekt graficzny i kodowanie - © J & J 2007 - 2017   /   Zdjęcie Jana Wołka - © Mariusz Szacho